piątek

ale o co chodzi...?

zamiast wstępu kilka wyjaśnień. skoro już tu jesteś zachowuj się grzecznie. nie jestem pewien, po co ludzie piszą blogi - może bywają samotni i nie mają do kogo mówić (smutna wersja) albo mają nieprzepartą potrzebę dzielenia się z całym światem swoimi doświadczeniami, myślami i co tam jeszcze może się w umyśle pojawić. swoją drogą to ciekawe i bardzo egocentryczne założenie, że twoje doświadczenie jest tak niezwykłe i cenne, że inni ludzie będą zachwyceni i wdzięczni ci do śmierci, że raczysz podzielić się nim.

tutaj chodzi o coś zgoła innego. mój szanowny umysł ma tendencję do szybkiego zapominania (może to ma jakiś związek z tempem w jakim jednocześnie produkuje kolejne i światłe idee, które powstają tak jakby z niczego, szybują chwilę pobłyskując radośnie i zaraz pękają jak bańki puszczane przez dziewczynkę w różowej sukience - obowiązkowo boso i z małymi motylimi skrzydełkami przyczepionymi do ramion).

zapominanie jest nieco irytujące. pewnie większość baniek zasługuje na krótki i niedramatyczny żywot, ale mam niejasne wrażenie, że w całym tym roju, niekiedy zdarza się pojawienie czegoś, co jeszcze się przyda. i stąd właśnie niniejszy utrwalacz baniek mydlanych, archiwum myślokształtów albo nazwij to sobie, jak chcesz.

co z tego wynika? nic. jak ci się coś przyda - bierz. jak nie - nie bierz. siedź cicho i nie przeszkadzaj. chyba, że masz coś ważnego do powiedzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz