środa

złaź!


to mi przypomina pewną historię...
jest to rzecz o Kocie, Który Wszedł Za Wysoko. w moim rodzinnym domu niemal zawsze mieszkał jakiś kot, a zwykle było ich więcej. zdarzały się tym kotom różne przygody - czasami jak to koty, znikały na kilka dni, czasami wracały z sobie tylko wiadomych kocich wojen - umorusane, podrapane i bez kawałka ucha, albo ogona. takie, typowe kocie życie.
bywało, że kocia wojna przenosiła się na nasze terytorium - do ogrodu. wtedy nikt nie mógł przez pół nocy spać i mogliśmy tylko przewracać się z boku na bok, klnąc i ewentualnie rzucając różnymi przedmiotami w ciemność, słuchając godzinami potępieńczych wrzasków marcujących drani.
czasem, efektem takich potyczek była przemożna chęć któregoś z moich kotów, by salwować się ucieczką. jak wiadomo najlepiej jest uciekać na drzewo, ponieważ koty niezbyt pewnie się czują, gdy przeciwnik jest wyżej od nich. zatem, kiedy nawet słabszy zajął najwyższą z mozliwych pozycję, ten drugi zazwyczaj odstępował. posiedział jeszcze trochę, a potem z godnością odchodził.
i tu zaczynał się kłopot.
okazuje się, że koty najwyraźniej są tak dziwnie skonstruowane, że doskonale im wychodzi wspinanie się na drzewa - ale tylko do góry. kot na całkowicie gładkiej, pozbawionej gałęzi sośnie potrafi znaleźć się szybciej, niż zdążysz mrugnąć i powiedzieć kici kici... ta kocia umiejętność nie działa jednak w drugą stronę - kiedy kot ma zejść z drzewa, staje się kompletnie bezradny. 
i zaczyna miauczeć...
a musisz wiedzieć, że miauczenie kota, który wzywa pomocy - pełne żałości, zagubienia i nieszczęścia, poruszyć może nawet najtwardsze serce. 
z początku nabierałem się na te lamenty i wyruszałem z wyprawą ratunkową. często jednak ocalenie Kota, Który Wszedł Za Wysoko, okazywało się niełatwe, bo w strachu właził (posługując się swoimi magicznymi zdolnościami wspinaczkowymi) na najbardziej niedostępne drzewa i do tego naprawdę wysoko. 
jednak nawet wtedy, gdy udało mi się dotrzeć w pobliże nieszczęśnika, kwestia ratowania stawała się coraz bardziej problematyczna. jak już powiedziałem, kot wlazł na drzewo, bo się bał. no i teraz w tym strachu jeszcze trochę był, a dodatkowo miał nowy strach - bo się zorientował, że wlazł za wysoko. zawsze, po prostu zawsze, gdy czyniąc najdziwniejsze sztuczki, sięgałem jedną ręką po kota (drugą kurczowo trzymając się trzeszczącej gałązki i modląc się, by drabina się nie przewróciła) - kot natychmiast właził wyżej. gdzie od nowa zaczynał lamentować i wzywać pomocy.  i tak w kółko (a raczej do góry).
po kilku takich przygodach zrozumiałem, że najwyraźniej kocia osobowość jest tak urządzona, że kota uratować się nie da. to znaczy da, tylko inaczej. tak naprawdę, szybko się okazało, że dla Kota, Który Wszedł Za Wysoko jedynym ratunkiem jest czas. wystarczyło spokojnie pójść do domu i zająć się swoimi sprawami, nie zważając na prośby i lamenty (i to było, przyznaję, najtrudniejsze) i poczekać. prędzej, czy później, kot uznawszy, że jest mu zbyt zimno, lub kiedy zrobił się porządnie głodny, w jakiś tajemniczy sposób zwyciężał z własnym lękiem, opuszczał drzewo (nigdy nie chciałem wiedzieć, w jaki sposób - przypuszczam, że zwykle po prostu spadał jak szyszka) i przychodził już uczciwie pomiauczeć pod drzwiami, bądź walić łapą w szybę okna.
oczywiście zdarzało się, że wszyscy już spali i musiał czekać do rana, ale ostatecznie wszystko kończyło się dobrze.

wtorek

wyjaśnienie


Bardzo wiele związków kobiety z mężczyzną przebiega wedle wzorca związku córki z matką. Na przykład kobietę ogarnia wściekłość na męża, ale jest to wściekłość, którą jako dziecko żywiła do matki. Nienawiść do matki i wściekłość na nią powstają często wtedy, gdy został zatrzymany albo uniemożliwiony ruch dziecka ku matce. Twój opis potwierdza, że tak właśnie jest w Twoim przypadku. Rozwiązanie polega na tym, że Ty - poniekąd jako dziecko - jeszcze raz podejmiesz ten ruch ku matce (wewnętrzny proces) i mimo wspomnień oraz lęku pozwolisz mu dotrzeć do celu. Bądź cierpliwa tak długo, aż Ci się uda.
Bert Hellinger

prawdziwie

poniedziałek

resume 2011 (+60)*


niezależnie od opinii Chińczyków ten rok był Rokiem Królika. nie ma z czego się cieszyć - królik stworzenie głupie i nerwowe, zdolne paść trupem bo ktoś kichnął, a jeśli już przeżyje, to jedyne, co potrafi, to miło wyglądać, żreć marchewki i przegryzać kable od netu. 
w mieście aktualnie szaleństwo - z okazji świąt króliki (formalnie nazywane zajączkami, ale na jedno wychodzi) na każdym rogu, w każdej formie, obok zblazowanych owieczek z cukru. królik zwykle czekoladowy, zawinięty w złotko. no i miło, i pięknie - tyle, że gdy odwiniesz papierek i ucieszysz się czekoladową obietnicą, zawsze przeżywasz rozczarowanie: królik jest pusty w środku. kolorowy czek bez pokrycia. i taki był ten rok. szkoda, że był.
*ustanowienie końca/początku roku w środku zimy, to nieporozumienie. rozsądniej byłoby zaczynać wszystko od nowa w zgodzie z naturą. i tej wersji będziemy się trzymać.

niedziela

prognoza pogody


KU / NAPRAWIANIE ZNISZCZEŃ

(KEN: Góra, powstrzymujący - SUN: Wiatr, łagodna)

OBRAZ: NAPRAWIANIE ZNISZCZEŃ daje najwyższe szczęście. Korzystne będzie przekroczenie wielkiej wody. Trzy dni przed rozpoczęciem, trzy dni po rozpoczęciu.
OSĄD: Wiatr wieje u stóp góry: obraz ZNISZCZENIA. Człowiek szlachetny wstrząsa ludźmi i umacnia ich na duchu.
KOMENTARZ: Ludzka praca naprawia skutki ludzkich błędów: nie są one zawinione przez fatum, ani zepsucie, raczej są skutkiem nadużycia wolności. Są szanse poprawy; trzeba energicznego, ale serdecznego działania, jednak po dogłębnym namyśle przed rozpoczęciem dzieła i z dokładną oceną skutków - po rozpoczęciu. Trzeba przekonać otoczenie, ukazać szanse naprawy zła. 

piątek

Mała Syrenka 2.0


może być i tak. mała syrenka (naprawdę bardzo mała) wyciąga małe ręce szukając mamy i trafia w pustkę. przerażenie miesza się ze złością, aż w końcu zostaje tylko nieprzytomna wściekłość, którą syrenka musi ze względów ekologicznych skrzętnie ukryć. zostaje więc w żalu, nigdy nie utulona, nieświadoma czającej się w jej sercu furii. dorosła, nadal mała, syrenka rozpaczliwie szuka miłości, znajdując zawsze odrzucenie i poniżenie. prawie godzi się z takim stanem rzeczy, gdy odkrywa, że życie może wygladać inaczej - syrenka dowiaduje się o czymś, czego istnienie zawsze podejrzewała, a co inni ludzie nazywają szczęściem. - też tak chcę - mówi i wyciąga ręce. tym razem nie trafiają w pustkę. już, już ma chwycić, gdy nagle zdejmuje ją potworne przerażenie i ucieka w panice...
czego się przestraszyła? pustki, którą ma w sercu. pewnych rzeczy lepiej nie zobaczyć, nawet gdy ceną jest szczęście, które w końcu i tak nie wiadomo, jak wygląda i czy nie jest wymysłem poetów, wymarłych zresztą...