sobota

GAF 99

nie - nie oszalałem. bawię się bańkami.

perfekte seifenblase

siedzę na łóżku i myślę. no przynajmniej staram się. na razie próbuję przyjąć zamyślony wyraz twarzy. to pomaga. jak już się uda, czasami myśli reflektują się i zaczynają się myśleć. a czasem nie. wtedy pozostaje spojrzeć w lustro i spróbować z wyrazem nr 2 - sympatycznym. no i jakoś tak... szóstka boi się siódemki, bo coś tam. oj tam.

niedziela

o milczeniu - appendix

kartuzi (od miejsca zwanego Chartres, gdzieś we Francji) mają zwyczaj milczeć przez całe życie. dziwactwo to uzasadniają przekonaniem, że tylko całkowite powstrzymanie się od mówienia pozwala (po naprawdę długim czasie) usłyszeć głos Boga, co czyni ich niezwykle szczęśliwymi. tybetańczycy z kolei poszli nieco dalej i twierdzą, że głos ów nie jest taki trudny do usłyszenia, co prawda niekoniecznie trzeba mieszać do tego bogów, ale Głos jest dość wyraźnie słyszalny - jeśli tylko porządnie się skupić. istnieją mocne przesłanki za tym, że Głos odezwał się tylko raz (na Początku) i powiedział OM. obecnie możemy rozkoszować się (skupiwszy się przedtem odpowiednio) echem obijającym się w zakamarkach wszechświatów.



o milczeniu

zamknij na chwilę oczy i przyjrzyj się swoim myślom (swoją drogą - czyż to nie ciekawe, że możesz przyglądać się swoim myślom?). pojawiają się niczym bańki mydlane, różnokolorowe, niektóre z owadem albo czymkolwiek w środku. chwilę szybują w polu twojej świadomości, by zaraz pęknąć z niewypowiedzianym (czyli domyślnym) puk, albo bledną i odszybowują w niebyt. zdarzają się rzecz jasna, te uparte, pazurami czepiające się twej uwagi, ale i one wreszcie kończą swój żywot stając się mglistym wspomnieniem w rodzaju pamiętam, jak kiedyś przyszło mi do głowy…

o tym, kto puszcza bańki, ludzkość debatuje od tysiącleci - jak na razie bez większego powodzenia. tymczasem problem narasta z zupełnie nieoczekiwanej strony. otóż jeśli przyjrzysz się naprawdę uważnie, to z pewnością zauważysz, że dysponujesz prawdziwą fabryką myśli, piekielną machiną do produkowania baniek mydlanych we wszelkich barwach, najbardziej wymyślnych kształtach, formach i zawartościach. chcesz pomyśleć o różowym słoniu? nie ma sprawy. bordeaux rocznik 1903 z gruszek ?- jest. pani z warzywniaka na rogu… a wszystko z prędkością, jakiej Ford (ten od taśmy produkcyjnej) mógłby ci tylko zazdrościć. i właściwie można wzruszyć ramionami uznając, że co z tego, gdyby nie natrętna, nieodpieralna potrzeba artykułowania owych produkcji w formach dowolnych. mówić, mówić, mówić… wypowiedzieć każdą myśl, jaka pojawi się w przestrzeni umysłu. i być może od tego się zaczęła cywilizacja - gdy kilka małp pojęło, że zorganizowanie kolegów w zgrane towarzystwo zwiększa szansę znalezienia odbiorcy (choćby chwilowego) pochrząkiwań będących obrazem wysublimowanych procesów w całkiem nowej korze. jednak skoro możesz pomyśleć cokolwiek, a raczej cokolwiek samo może się pomyśleć, więc myśli się myślą, błądzą i znikają zaraz bez śladu, pojawiają się nowe, by znów zniknąć, bulgoczą, skrzą się, ścierają - to właściwie jak to jest, że uznajesz niektóre z nich za na tyle ważne, by obdzielić nimi cały świat, a szczególnie innych, którzy przecież mają ten sam bulgoczący problem, co ty?

więc może po prostu zamknij się wreszcie, obejrzyj Wielką Ciszę, i zacznij cieszyć się swoim prywatnym disneylandem, pamiętając, że inni ludzie też taki mają i niekoniecznie potrzebują Kaczora Donalda i Myszki Miki gratis w intelektualnej promocji.