wtorek

r.i.p.

na początku mokra, popiskująca kuleczka. potem osiemnaście lat mruczenia, głaskania, nerwowych poszukiwań w środku nocy, zdejmowania z drzewa po uprzednim przegonieniu psa, drapania za uszami. niepoliczona armia ogłupiałych myszy przyniesionych na środek pokoju, sterty piór nad ranem, żaba sztuk jeden przywleczona za nogę oraz wiewiórka bez głowy. dzidziuś, bazylia i cała banda nowych futrzanych kuleczek... bójki, ganianie za patykiem i to śmieszne strzyżenie wąsami. ciągła walka ze szczotką do czesania, kilka dramatycznych historii medycznych, pogryziony ogon i wielokilometrowe spacery na smyczy do weterynarza (trącanie patykiem w ogon jako akcelerator kota). osiemnaście lat bezwarunkowej miłości, oddania i zaufania (ale pamiętaj, że naprawdę mam pazury). wreszcie ostatnia rozmowa bez słów, taka sama jak zawsze, ostatnie głaski i igła wbita w serce, spokojnie pulsująca w rytmie kończącego się życia. zatrzymała się.

śpij dobrze kociaku