czwartek

nie ma z czego się cieszyć

...czyli o wyższości imienin nad urodzinami, zwodniczej i nieprawdziwej. jeżeli serio traktujesz ideę reinkarnacji (czemu nie - pomysł równie absurdalny, jak pójście do nieba, czy zniknięcie na zawsze), powinnaś w dniu swoich urodzin ubrać się na czarno i smętnie sączyć martini, słuchając bluesa przez całą noc. niezależnie od cyferki, bo nie o starzenie tu idzie, tylko o żenujący fakt ponownych narodzin, który jest twoją osobistą porażką, oby to się więcej nie powtórzyło, co za pech. równie stosowne będzie urządzenie imprezy w rocznicę powstania, albo zatonięcia Titanica - choć tu możesz mieć przynajmniej nadzieję, że kilkoro nie wróciło. zdecydowanie rozsądniej jest dostawać prezenty na imieniny, bo imię to jakby nie było twoja nazwa, marka i numer serii twojego ja, dzięki którym mniej więcej orientujesz się o czym mowa, kiedy myślisz o sobie. tu jednak pojawia się problem - niektórzy bowiem powiadają, że ja jest iluzją, zatem twoje imię może okazać się zgrabną nazwą czegoś, czego nie ma, jak zegarek Louisa Vuitona, czy (co gorsza) woda toaletowa Pumy. w ten sposób możesz powrócić do sączenia Martini (marka smętnie prawdziwa) i rozważania natury swego umysłu, który, jak wiadomo, jest pustką, czyli przestrzenią, w której rzeczy po prostu się dzieją. 

piątek

prognoza pogody

Main Hexagram
[Wynik: 797688]
11 - THAI / POKÓJ
(K'UN: Ziemia, przyjmująca - CH'IEN: Niebo, tworzący)
OBRAZ: Małe odchodzi, wielkie nadchodzi. Szczęście. Sukces.
OSĄD: Niebo i ziemia złączone: obraz POKOJU. Władca dzieli i doskonali bieg nieba i ziemi, otacza opieką i porządkuje dary nieba i ziemi, wspomagając tą drogą lud.
KOMENTARZ: Harmonijne współdziałanie sił nieba i ziemi daje pokój i błogosławieństwo. Okres współpracy w pokoju i zgodzie. Pod wpływem światła zło przemienia się w dobro. Jest to heksagram I miesiąca rocznego cyklu (ok. 20.II - 20.III), czas siewu, układania planów, pracy dla przyszłości.


LINIE ZMIENNE: II (9) Łagodnie traktuje prostaków. Z determinacją przekracza rzekę w bród. Nie lekceważy tego, co odległe. Nie ogląda się na towarzyszy. Idzie środkiem. Komentarz: Czas dobrobytu trzeba wykorzystać na doskonalenie ludzi prostodusznych i nieoświeconych, serdecznie, lecz zdecydowanie. Trzeba wykorzystać okazję podjęcia ryzykownych przedsięwzięć, dokładnie obliczając siły i środki. Unikać klik i związków opartych na interesach, iść prostą drogą równowagi.
IV (6) Szybuje w dół, nie chwaląc się swym bogactwem. Jest razem z sąsiadem, otwarty i szczery. Komentarz: Dążąc do wzajemnego zrozumienia, władca bez trudu znajduje wspólny język z poddanymi, spontanicznie, bez uciekania się do siły.




Changed Hexagram
55 - FENG / OBFITOŚĆ, PEŁNIA
(CHEN: Grom, pobudzający - LI: Ogień, lgnąca)
OBRAZ: Obfitość niesie sukces. Król osiąga obfitość. Nie bądź smutny! Bądź jak słońce w południe.
OSĄD: Nadchodzą grom i błyskawica: obraz OBFITOŚCI. Człowiek szlachetny w ten sposób wyrokuje w procesach i wymierza karę.
KOMENTARZ: Nie każdemu uda się osiągnąć stan obfitości i wielkości; trzeba mieć iście królewską wielkość ducha. Taki stan jest poza tym nietrwały. Nie trzeba się zamartwiać, lęk przed utratą obfitości nie może zaćmić chwili szczęścia. A zmierzch i tak nadejdzie! Trzeba wykorzystać sprzyjający czas dla ważnych przedsięwzięć podejmowanych ku powszechnemu szczęściu. 

wtorek

klinika małych zwierząt

postępowanie ze zranionym tygrysem wymaga dużej uważności i ostrożności przede wszystkim. zwierz ów, mając w pamięci wszelkie cierpienia, jakich doznał, nieufnie odnosi się do wszelkich zabiegów, mrużąc ślepia bacznie obserwuje weterynarza, wysuwając i chowając na przemian pazury. rzecz jasna unikamy kontaktu z pazurami, robiąc zręczne uniki, gdy łapa znienacka zmierza w stronę naszej twarzy. podobnie staramy się uniknąć kłapiących zębów oraz uderzającego ogona. pamiętamy przy tym, że machanie ogonem nie jest oznaką radości, bo tygrys nie jest psem, tylko trochę większym kotem, a  koty, jak wiadomo, mają odwrotnie. kiedy już wyjdziemy cało z pierwszego spotkania z tygrysem, zabieramy się za oswajanie - na początek musimy go zapewnić o jak najlepszych zamiarach, pamiętając, że bestia jest sprytna i w mig połapie się w najmniejszym nawet krętactwie. ruchy powinny być nie nerwowe, ręce zawsze w polu widzenia tygrysich ślepi, co uspokaja, bo nasz podopieczny ma wrażenie, że kontroluje sytuację (tym bardziej uważamy, bo pole widzenia często pokrywa się z zasięgiem paszczy). w końcu możemy zaryzykować delikatne pogłaskanie zwierza, najlepiej zaczynając od karku, do ogona. jeżeli się tej pieszczocie poddaje, przechodzimy do drapania za uszami, pod brodą, aż tygrys przewali się na plecy i pozwoli drapać po brzuchu*. wtedy możemy wyjąć z lodówki szampana, otworzyć w ustronnym miejscu, by huk nie zniweczył naszych długotrwałych zabiegów, i wypić do dna, ciesząc się pasiastą sympatią i dobrze wykonaną robotą.

*niedoświadczeni weterynarze często na tym etapie kończą karierę wskutek tragicznego niezrozumienia, że tygrys choć kot, to nie mruczy. ten dźwięk (niektóre rzeczy słyszy się ostatni raz w życiu) jest więc warczeniem i nie powinien skłaniać do optymizmu.

niedziela

flash

spadających gwiazd nie ma, drzewne pluskwy spacerują po klawiaturze i ekranie, rozsiewając migdałowy zapach, gdy je rozzłościć (przepraszam, proszę zejść ze spacji). tricky miesza się z wrzaskami lipcowych świerszczy. czy świerszcze są lipcowe tak jak koty są marcowe? niespełniona burza zachybotała najwyraźniej ciśnieniem, co z kolei zaowocowało bólem głowy. komary żrą. zostało pięć procent w baterii.  jest pięknie.

sobota

Narcyz potrójnie błędny

niezbyt rozgarnięci uważają, że kłopotem Narcyza była miłość do siebie samego, z oczywistych względów niemożliwa do zrealizowania. nieco bardziej wyrafinowani z kolei wskazują na chorobliwe uzależnienie od obrazu siebie, a to za sprawą niedoboru miłości, co kończy się rozpaczliwym skamienieniem. w rzeczywistości mamy tu opowieść o iluzji ja. jak łatwo zauważyć, uważne przyglądanie się ja rodzi pewne nierozwiązywalne problemy, bowiem jeśli ja przyglądam się swemu ja, to (ja) muszę odpowiedzieć sobie w końcu na pytanie, kto komu się przygląda i, co gorsza, kto zadał to pytanie. robi się z tego potworny bałagan, a sprawę komplikuje dość irytująca właściwość ja, które z daleka wygląda jeszcze całkiem dobrze i obiecująco, jednak im bardziej mu się przyglądamy, tym bardziej staje się niewyraźne, do zniknięcia włącznie. krótko mówiąc, Narcyz nie skończyłby jako kwiatek doniczkowy, gdyby zamiast się wygłupiać nad strumieniem, usiadł w porządnej pozycji medytacyjnej. ale wtedy nasza cywilizacja straciłaby całkiem niezłą opowieść, a Johnson nie napisałby tej wrednej książki. 

poniedziałek

nostalgia

ŚPIEW KRONOPIÓW 
Kiedy kronopie śpiewają swoje ulubione piosenki, podniecają się tak dalece, że często dają się przejeżdżać ciężarówkom i cyklistom, spadają z okien, gubią to, co mają w kieszeniach, do świadomości, którego dziś mamy, włącznie. Kiedy kronopio śpiewa, nadzieje i famy przybywają, by go słuchać, jakkolwiek nie bardzo rozumieją jego ekstazę i przeważnie się gorszą. W środku pieśni kronopio wznosi łapki, tak jakby podtrzymywał słońce, jakby niebo było tacą, zaś słońce głową Jana Chrzciciela, wobec czego śpiew kronopia jest nagą Salome tańczącą dla fam i nadziej, które stoją wokół z porozdziawianymi gębami, zastanawiając się, czy ksiądz proboszcz, czy wypada. Ale jako że w gruncie rzeczy są poczciwe (famy są dobre, a nadzieje głupawe), kończy się na tym, że klaszczą kronopiowi, który nagle przytomnieje zaskoczony, rozgląda się dokoła i także zaczyna bić brawo, biedaczek. 


thank u mr Cortazar...

reverie

schizotypalność, schizoidalność - jakkolwiek, liczy się schipoczątek, bo dzieje się na samym początku. bardzo mały człowiek pojawia się na świecie i zamiast dzień dobry, jak miło cię widzieć, spotyka morderczą nienawiść matki. mały człowiek rozumie, że najważniejsze w takiej sytuacji to przeżyć i od małości pielęgnuje siłę przetrwania. wszystko co ma, a jest to bardzo niewiele, zaledwie kropka-zalążek świadomości, otacza murem, fosą, zasiekami i co tam jeszcze znajdzie w niejasnym  podejrzeniu tożsamości. i walczy. wojny obronne mają to do siebie, że energia wzbiera, toteż za murami rośnie nienawiść. dużo później nienawiść czasem niepostrzeżenie się wymyka, promieniuje, umieszcza się w pobliżu i rani rykoszetem, bo nikt, nawet kot, nie jest zdolny do pomieszczenia tej morderczej energii. duży już człowiek, zdezorientowany - zapomniawszy o misternej budowli z dawnych czasów, próbuje żyć szczęśliwie. rozszczepiony i całkiem nieświadomy piekła w samym środku wewnętrza. duży człowiek wreszcie odkrywa i zabija kota. wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób jest czysto przypadkowe.

niedziela

tip of the day

no tip for IE users (tak to już jest...)

królowa śniegu

okrutna historia o tym, co kobieta potrafi zrobić z sercem mężczyzny, skuwając je lodem, czego skutkiem jest zatrzymanie miłości, która nie płynie w żadną stronę. czasem skrawki lodowca pękają pod wpływem okazjonalnego słońca i płyną jako samotne góry lodowe w niewiadomym kierunku, aż trafią na swojego Titanica. trzeba jednak oddać sprawiedliwość Królowej, bo w sumie to Kaj pierwszy zaczął się gapić, zatem kto odpowiada za fatalny proces zamrażania, wcale nie jest takie pewne. przy okazji jakoś nikt nie zauważył, że kawałek lusterka, który wpadł do oka może sprawiać właścicielowi oka (tu akurat Kajowi) dość niezwykłe niespodzianki. wspomniane wgapianie się z miłością albo bez w Królową staje się wgapianiem w samego siebie, co, jak wiadomo, prowadzi do wielu nieporozumień, z narcystycznym zastygnięciem włącznie.

brawurowa akcja ratunkowa Gerdy, która prawdziwą miłością (tak, jakby istniała miłość nieprawdziwa) ratuje biednego Kaja ze skraju katatonicznego otępienia, wyciska łzy wzruszenia z oczu i wyraźnie pokazuje, ze Andersen też miał czasem remisje. w rzeczywistości nie jest tak bajkowo i Gerda zwykle okazuje się kolejną Królową, iluzją naprędce stworzoną, by być miłym tłem dla kolejnego lustrzanego okrucha.

piątek

mała syrenka

śliczna, niestety niedojrzała i w gruncie rzeczy rozhisteryzowana idiotka, która sama nie wie czego chce, a nawet jak wie, to tak się boi bliskości i miłości, że nie sięga, choć jest w zasięgu ręki. w końcu jest już za późno i dziewczątko zamienia się w pianę morską tudzież wodne lilie i może to lepiej, świat oddycha z ulgą.

mała syrenka to chyba pierwszy w historii dobry opis osobowości borderline. ta złowrogo brzmiąca (słusznie skądinąd) diagnoza kojarzy się z demonem, najlepiej z długimi kłami i krwią ostatniej ofiary ściekającą z pyska, tymczasem zazwyczaj (kobiety) z pogranicza są piękne, eteryczne i słodkie do upojenia. dopóki się nie zbliżą rzecz jasna...

ale o co chodzi...?

zamiast wstępu kilka wyjaśnień. skoro już tu jesteś zachowuj się grzecznie. nie jestem pewien, po co ludzie piszą blogi - może bywają samotni i nie mają do kogo mówić (smutna wersja) albo mają nieprzepartą potrzebę dzielenia się z całym światem swoimi doświadczeniami, myślami i co tam jeszcze może się w umyśle pojawić. swoją drogą to ciekawe i bardzo egocentryczne założenie, że twoje doświadczenie jest tak niezwykłe i cenne, że inni ludzie będą zachwyceni i wdzięczni ci do śmierci, że raczysz podzielić się nim.

tutaj chodzi o coś zgoła innego. mój szanowny umysł ma tendencję do szybkiego zapominania (może to ma jakiś związek z tempem w jakim jednocześnie produkuje kolejne i światłe idee, które powstają tak jakby z niczego, szybują chwilę pobłyskując radośnie i zaraz pękają jak bańki puszczane przez dziewczynkę w różowej sukience - obowiązkowo boso i z małymi motylimi skrzydełkami przyczepionymi do ramion).

zapominanie jest nieco irytujące. pewnie większość baniek zasługuje na krótki i niedramatyczny żywot, ale mam niejasne wrażenie, że w całym tym roju, niekiedy zdarza się pojawienie czegoś, co jeszcze się przyda. i stąd właśnie niniejszy utrwalacz baniek mydlanych, archiwum myślokształtów albo nazwij to sobie, jak chcesz.

co z tego wynika? nic. jak ci się coś przyda - bierz. jak nie - nie bierz. siedź cicho i nie przeszkadzaj. chyba, że masz coś ważnego do powiedzenia.