tak. zrobiłem to. pierwszy raz w życiu - po prostu czasami coś robi się pierwszy raz w życiu. nie było to łatwe, sprzyjała wieczorna pora - mrok na Placu Wilsona i raczej niewielu przechodniów, zainteresowanych jak najszybszym przemknięciem, przy jednoczesnym uniknięciu lodowatego wiatru (chowali głowy w kołnierzach znaczy). mimo to z początku nie mogłem pozbyć się natrętnej myśli, że widok faceta w garniturze, płaszczu, z teczką w łapie, który zadziera głowę do góry, wywalając jednocześnie język jak tylko się da, by złapać na niego płatki śniegu, musi być co najmniej dziwny, jeśli nie niepokojący. ja bym się zaniepokoił.
no ale dałem radę. wrażenia interesujące acz subtelne - bo i dzisiejszy pierwszy śnieg był subtelny. bardziej obietnica śniegu niż śnieg właściwy. na uwagę zasługuje delikatność doznań, gdy mikrośnieżynki z gracją osiadają na języku. aromat właściwie żaden, natomiast rozpływanie się perfekcyjne i niezwykle odświeżające.
teraz pozostaje poczekać na śnieg właściwy - te ogromne, leniwe płatki spadające w nieskończoność na Nowym Świecie. będę tam:)
PS. thx a.