śliczna, niestety niedojrzała i w gruncie rzeczy rozhisteryzowana idiotka, która sama nie wie czego chce, a nawet jak wie, to tak się boi bliskości i miłości, że nie sięga, choć jest w zasięgu ręki. w końcu jest już za późno i dziewczątko zamienia się w pianę morską tudzież wodne lilie i może to lepiej, świat oddycha z ulgą.
mała syrenka to chyba pierwszy w historii dobry opis osobowości borderline. ta złowrogo brzmiąca (słusznie skądinąd) diagnoza kojarzy się z demonem, najlepiej z długimi kłami i krwią ostatniej ofiary ściekającą z pyska, tymczasem zazwyczaj (kobiety) z pogranicza są piękne, eteryczne i słodkie do upojenia. dopóki się nie zbliżą rzecz jasna...
a zwróciłeś uwagę na postać księcia, łaskawie dającego się uratować, bawić tańcem a potem ożenić z kobietą twardo stąpającą po ziemi? dla księcia syrenka jest "małą kochaną przybłędą" (przynajmniej w moim tłumaczeniu), na tyle naiwną aby dać się wykorzystać bez słowa protestu. szczerze? nie znoszę tej bajki.
OdpowiedzUsuńciekawe to, jak różnie można rozumieć tę samą opowieść. bo i można tak, że książę jest tu największym poszkodowanym. a to za sprawą histerycznej właśnie niemożności dziewczęcia w kwestii wyduszenia z siebie tych kilku słów, które niechybnie odmieniłyby losy ale wtedy my nie mielibyśmy wzruszającej bajki, tylko głupawy musical z tańczącymi krewetkami w stylu Disneya (co zresztą w końcu i tak się stało).
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawe: syrenka jest histeryczna, a książę poszkodowany przez jej histeryczną niemożność. wystarczy jednak oderwać się od ustalonej pierwszo- i drugoplanowości ról i można zobaczyć adecyzyjnego księcia i walczącą o niego syrenę (trochę biernoagresywnie, ale jednak to ona jest siłą napędową relacji, a nie bierny on).
OdpowiedzUsuń