piątek
poniedziałek
hic sunt leones
prawdopodobnie w każdym domu, w pewnym momencie, pojawia się Szuflada. nie byle jaka, tylko szczególna, mająca w sobie coś zdecydowanie magicznego - byc może chodzi o to, że gdzieś w jej kącie tradycyjnie trójwymiarowa przestrzeń zakrzywia się, kierunki splątują się, by nieoczekiwanie zrobić miejsce czwartemu, czasem i kolejnym. efekt jest taki, że w Szufladzie niektóre rzeczy znikają bezpowrotnie, inne zaś pojawiają się nie wiedziec skąd i do czego to służy?
domownicy nieświadomie zaczynają traktować Szufladę specjalnie i z pewną rezerwą, umieszczają w niej rozmaite rzeczy, które raczej do niczego się nie przydadzą - przynajmniej domownikom, ale pobrzmiewa niewypowiedziana nadzieja, że może Tamtemu Po Tamtej Stronie się spodoba.
wieloletnie doświadczenie wskazuje, że najlepszą lokalizacją dla Szuflady jest kuchnia. dlaczego - nie mam pojęcia.
w mojej kuchni rzecz jest prosta, bowiem zastałem tylko jeden mebel z kandydatką do zakrzywienia przestrzeni - piękny stół, z bardzo długą szufladą, przedzieloną deseczką. z przodu zalegają sztućce, dalej jest obiecująca pustka. znaczy była...
prawdopodobnie zaczęło się kilka tygodni po przeprowadzce - zdaje się, że o czwartej nad ranem obudziło mnie donośne ŁUMP! chwila półśpiącego nasłuchiwania przyniosła stłumione odgłosy popiskiwania, coś jakby nerwowe szuranie, kilka stęknięć - aż wreszcie zgrzytnęło w okolicach stołu i zapadła cisza.
od tego czasu Szuflada zapełnia się - nie twierdzę, że nie mam w tym udziału - lubię trzymać tam rozmaite rzeczy, ale mam wrażenie, że ten obszar mojego terytorium stał się przynajmniej independencją, przy czym ewoluuje wyraźnie w stronę terra incognita.
póki co jest spokojnie - tajemnicze rzeczy pojawiają się rzadko, zwykle interesujące, choć całkowicie nieprzydatne. znikanie też nie jest uciążliwe, chociaż buteleczka superglue z zeszłego czwartku naprawdę była mi potrzebna (!). swoją drogą KAŻDA buteleczka superglue znika natychmiast - ciekawe, co z nimi robią. postanowiłem zatem (koniec roku sprzyja porządkom) zrobić spis z natury i być może mieć w przyszłości jakąś kontrolę w tej (hm, hm...) materii.
pierwsza inwentaryzacja
zapałki kominkowe (ciekawe, bo nie mam kominka)
zapalniczka z lwem
siedem płaskich czerwonych kamyków do układania w stosik typu Zen
malutki śrubokręt (pasuje do śrubki w okularach)
czerwony pendrive bez skuwki (NO WŁAŚNIE!!!)
klips biurowy 21 mm (szt. 2)
blaszane pudełko po duńskich miętówkach
metalowa kulka (hę?)
sprężynka od długopisu
kula z gumek recepturek (dostałem w prezencie od trójwymiarowego człowieka)
dwie paczuszki silikonowych kulek do not eat (znane, zdecydowanie z naszej przestrzeni)
posrebrzany metalowy kieliszek pełen wykałaczek (z dedykacją dla mojego dziadka)
sztabka czarnego laku
trzy diody 12V
papieros Kent
dziwne urządzenie kuchenne nieprzydatne do niczego (chyba w ramach kamuflażu ma nadruk IKEA)
mała plastikowa foka
trzy jednogroszówki (znakomite do iChinga)
kapsel z Tymbarku głoszący, że NIE MOGŁO BYĆ INACZEJ
plastikowa niebieska rurka termokurczliwa
mały sekator do bonsai
kawałek ołowiu z cyfrą 5
klips biurowy 10mm
elektroda do EKG
pokrywka słoika biała
słoiczek po lekach (prawdopodobnie) z plastikową zatyczką
uchwyt do szuflady ceramiczny biały
dziwnie wyprofilowany kawałek bambusa
cygaro w pudełku (Panetelas, Habana, Cuba)
obrazek Buddy Amithaby
e-papieros plus ładowarka
mała torebka z nasionami trawy (TRAWY)
korek po winie (napis ARGENTINA) gumowy
bransoletka damska (kółko z drutu) znaleziona w niezbyt trzeźwych okolicznościach w Huśtawce
gumka do włosów brązowa (hmmm...)
osełka do noży (szt. 3)
drumla
czarny drucik (ok. 5 cm)
no to poczekam...
piątek
painbox
boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli nothingbox boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli boli...
życie jest cierpieniem (z krótkimi momentami szczęścia).
wtorek
niedziela
reakcja katalityczna
katalizator to taka substancja, w której obecności inna substancja robi dziwne rzeczy, przekształcając się pod wpływem rozmaitych czynników. sam katalizator wychodzi z tej historii niezmieniony. dowcip polega na tym, że wspomniana substancja nie zrobi tych wszystkich rzeczy, chociażby wszelkie warunki były jak najbardziej sprzyjające, jeżeli w pobliżu nie ma katalizatora.
nie mam pojęcia o chemii, ale mogę się założyć, że we wszechświecie istnieją takie substancje, które robią różne rzeczy w zależności z jakim katalizatorem się spotkają. w obecności katalizatora x nasza substancja zamieni się w czekoladę (jeśli odpowiednio ją podgrzać), a w bliskości z katalizatorem y na przykład w arszenik, albo pastę do zębów lub średnio dojrzały D’or Bleu.
w każdym razie coś podobnego dzieje się w bliskich (by nie powiedzieć miłosnych) relacjach międzyludzkich. każdy z nas (myślę o ludzkości w ogóle) może być właściwie jaki tylko zechce. oczywiście Wielka Piątka i niezmienniki temperamentalne - ale poza tymi jest praktycznie nieograniczona przestrzeń, w której każdy może być taki, jaki chce.
i teraz spotykamy Drugą Osobę. w tej nieograniczonej przestrzeni okazuje się być niezwykle precyzyjnym i twardym katalizatorem, który sprawia, że niezauważalnie, ale z przerażającą wręcz konsekwencją stajemy się bardzo konkretnie jacyś.
ta konsekwencja jest przerażająca - trochę przypomina Ostatnią Przygodę Ćmy ze Świecą, choć oczywiście JACYŚ nie oznacza tylko negatywnych scenariuszy. prawdopodobnie są takie historie, w których Druga Osoba jest tym czynnikiem, który wydobywa z nas wszystko to, co uznamy za najlepsze (np. u braci Grimm).
żeby nie było zbyt trywialnie, dodajmy i to, że cała sprawa komplikuje się za sprawą Podwójnej Roli. otóż każdy chemik wie (co zaznaczyłem na początku), że przyzwoity katalizator uczestnicząc w zmianie, sam nie zmienia się. w relacjach miłosnych z jednej strony tak jest, z drugiej zaś Druga Osoba dla katalizatora jest również katalizatorem.
i tak to płynie, nasze pierwsze spotkanie rozpoczyna nieuchronny proces, który jest precyzyjnie ukierunkowanym i samonapędzającym się zestawem wzajemnych reakcji. gdyby udało się w tym pierwszym momencie określić kierunek, wielu ludzi zaoszczędziłoby wiele czasu.
ps. już po napisaniu powyższego zorientowałem się, że wyważyłem otwarte drzwi - dokładniej, choć zdecydowanie mniej przystępnie pisze o tym Otto Kernberg (patrz KOLUZJE). swoją drogą niejaki Hellinger podpowiada wskazówkę, która pozwala przewidywać kierunek owych reakcji - mówi mianowicie, by uważnie przyjrzeć się początkowi relacji. cała reszta związku wyglądać będzie tak samo. co racja, to racja.
sobota
kot Schrödingera
(uczeni) przeoczyli jednak pewien istotny fakt. co prawda obserwator może nie wiedzieć, co się dzieje, ale kot w pudełku wie doskonale. możemy założyć, że skoro perspektywa stryczka pomaga człowiekowi się skoncentrować, to świadomość, że lada chwila jakiś typ w białym fartuchu uniesie pokrywkę i ma się pięćdziesiąt procent szansy, że jest się już trupem, czyni z mózgiem prawdziwe cuda. zachęcony do działania tą wiedzą, a prawdopodobnie też wszystkimi kwantami fruwającymi sobie po laboratorium, kot przeskoczył za róg w czasoprzestrzeni i w stanie lekko oszołomionym został odnaleziony w kredensie u woźnego. ewolucja jednak szybko testuje nowe rozwiązania, więc niezwykła umiejętność wydostawania się z kłopotliwych sytuacji została przekazana potomstwu kota. miał bardzo liczne potomstwo. biorąc pod uwagę jego nowo nabyty talent, nie jest to zaskakujące.
(...) teraz bardzo wiele kotów ma w sobie coś ze Schrödingera
[thx Mr Pratchett]
Subskrybuj:
Posty (Atom)