czwartek

no i co teraz?

Jeśli młody lis, który już przeszedł rzekę, zmoczy ogon w wodzie, nic nie będzie korzystne.

piątek

o łapaniu myszy

jak wiadomo, koty bardzo chętnie łapią myszy... no, przynajmniej tak mówi teoria. w praktyce jest różnie - są koty, które na widok gryzonia dostają swoistego, kociego ataku paniki, wyrażającego się serią gwałtownych działań prowadzących do zniknięcia z pola widzenia domniemanego potwora. nie słyszałem o kocie, który uciekł przed myszą na drzewo, ale pewnie tylko dlatego, że te ostatnie nie mają w zwyczaju ganiać kotów (co dobrze świadczy o ich małych mysich mózgach). są też koty, które demonstracyjnie ignorują myszy, pozwalają im mieszkać pod kanapą, na której się wylegują a jedynym zaszczytem jaki może spotkac mysz ze strony takiego kota, to leniwe pacnięcie łapą.


to oczywiście kocia psychopatologia. prawdziwy kot łapie myszy, następnie okrutnie się nimi bawi by w końcu (a) zjeść ofiarę (włacznie z ogonem, wypluwa tylko takie małe zielone coś); (b) przynieść (martwą lub żywą, różnie bywa) do domu - najchętniej na łóżko, ale może być od biedy wycieraczka.

przyglądałem się kiedyś jednemu z moich kotów, który z racji dość dużej masy i typowo kociego rozleniwienia (jestem przekonany, że w jego przypadku leżenie bez ruchu było formą sztuki) wypracował osobliwą strategię polowania na myszy.

pewnego jesiennego dnia, kot wyszedł do ogrodu i spokojnie zasiadł pod krzakiem. siedział tak, bez ruchu, przynajmniej dwie godziny - co ciekawe ani razu się nie położył, tylko siedział. po jakimś czasie siedzenie to wyraźnie zaczęło wyglądać na oczekiwanie, zatem zasiedliśmy obaj w milczącym oczekiwaniu - on pod krzakiem, ja w niekrępującym oddaleniu na ogrodowym krzesełku...

nagle kot złożył przednie łapki w akompaniamencie dobiegających z pomiędzy nich przerażonych pisków, podniósł się, schylił łepek i wydobył spomiędzy łap... mysz. po czym spojrzawszy na mnie (przysięgam, że znacząco) oddalił się z myszą w pyszczku w kierunku domu.

potem oczywiście jeszcze standardowa procedura - ganianie kota, ganianie myszy, ganianie kota, "oddaj myszkę, proszę...", wreszcie sprzątanie niejadalnego zielonego.

środa

F51

...czyli bezsenności ciąg dalszy. nieświadomość przyłapana na gorącym uczynku. śnią mi się niegdyś bliskie mi osoby (pewnie nie będzie zaskoczeniem, że płci żeńskiej), z męczącą regularnością zmieniające się w kluczowym momencie w niezbyt przystojne monstra, czyli potwory. trywialne. 
ps. ostatniego starałem się we śnie przestraszyć - taki pojedynek na miny. niestety była w tym lepsza. zawsze była.