może być i tak. mała syrenka (naprawdę bardzo mała) wyciąga małe ręce szukając mamy i trafia w pustkę. przerażenie miesza się ze złością, aż w końcu zostaje tylko nieprzytomna wściekłość, którą syrenka musi ze względów ekologicznych skrzętnie ukryć. zostaje więc w żalu, nigdy nie utulona, nieświadoma czającej się w jej sercu furii. dorosła, nadal mała, syrenka rozpaczliwie szuka miłości, znajdując zawsze odrzucenie i poniżenie. prawie godzi się z takim stanem rzeczy, gdy odkrywa, że życie może wygladać inaczej - syrenka dowiaduje się o czymś, czego istnienie zawsze podejrzewała, a co inni ludzie nazywają szczęściem. - też tak chcę - mówi i wyciąga ręce. tym razem nie trafiają w pustkę. już, już ma chwycić, gdy nagle zdejmuje ją potworne przerażenie i ucieka w panice...
czego się przestraszyła? pustki, którą ma w sercu. pewnych rzeczy lepiej nie zobaczyć, nawet gdy ceną jest szczęście, które w końcu i tak nie wiadomo, jak wygląda i czy nie jest wymysłem poetów, wymarłych zresztą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz