brudna szyba 709, poranny ścisk i zaduch, tradycyjny korek na światłach pod wiaduktem... i nieoczekiwane objawienie. pod szarym filarem rośnie jak najbardziej zielona trawa, najwyraźniej w nocy zrobiły się w niej kałuże - wsciekle niebieskie od wściekle niebieskiego nieba. i do takiej niebieskiej kałuży, z szarego wiaduktu, niespiesznie acz konsekwentnie spadają krople. bardzo pożądne krople, bo każde kapnięcie odbywa się z maleńką eksplozją mikrokropelek na wszystkie strony, którą to eksplozję od lat uczeni zajmujący się dynamiką przepływu cieczy albo czymś takim próbują ująć w sensowne równania. z perspektywy autobusowej dramatyczny wybuch kropelek wydarza się bardziej w wyobraźni obserwatora, za to rozchodzące się koliste fale są zdecydowanie prawdziwe. ta opowieść nie ma morału, może poza drobnym ukłuciem, że kropelki wpadają do wściekle niebieskich kałuż, we wściekle zielonej trawie od zawsze. pewnie tylko wiadukt czasem bywał dziwacznym drzewem albo mokrym pyskiem dinozaura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz